11
Lut
2018

Świątynia Tygrysów

W Tajlandii, nieopodal Bangkoku, istnieje dość ciekawe miejsce – Świątynia Tygrysów. Jest to buddyjski klasztor w którym razem z mnichami przebywają dorosłe tygrysy i zapewne gdzieś w odmętach Internetu wpadły Ci w oko zdjęcia przedstawiające buddyjską sielankę z jednym z najniebezpieczniejszych zwierząt świata.

 

monk1

monk2

monk3

 

Jak twierdzą mnisi, wszystko zaczęło się w 1999 gdy przygarnęli pod opiekę kilka osieroconych młodych, których matka zginęła z rąk kłusowników. Później ludność okolicznych wiosek podrzuciła im jeszcze kilka, wszystkie dorosły, a na świat zaczęły wypływać zdjęcia tygrysów żyjących luzem z mnichami.

 

monk4

 

Do tego momentu, historia opowiadana przez buddystów choć niewiarygodna, to jednak trzyma się kupy. Przypadki gdy śmiertelnie groźne drapieżniki odchowane przez człowieka zachowują się jak domowe kociaki nie są aż tak bardzo rzadkie.

 

r

 

Pewnego rodzaju przełom nastąpił w 2004, gdy o Świątyni Tygrysów (której właściwa nazwa to Kanchanaburi tudzież Luangta Bua Yansampanno) program nakręciło Animal Planet. Przedstawiło całą sytuację jako efekt swojego rodzaju miłości którą mnisi obarczają osierocone tygrysy, a te w zamian odwdzięczają się przyjaźnią. Zwycięstwo ducha nad materią i perfekcyjną synergię człowieka z drapieżnikiem. Nie przesadzam, jeśli chcecie, obejrzyjcie fragment sami.

 

 

Po tym ruszyła machina. O Świątyni Tygrysów zaczęło się robić głośno, turyści zwiedzający Tajlandie zaczęli traktować to jako atrakcje którą trzeba zaliczyć. Z biegiem lat łącznie z napływem turystów zaczęło też przybywać tygrysów. W tym momencie na terenie świątyni przebywa około 120 tych drapieżników, a zwiedzających jest około 500-1000 dziennie. I zaczęło też przybywać pieniędzy, bo nie tylko wstęp jest płatny, ale również dodatkowe atrakcje jak zdjęcie z tygrysem czy pokarmienie z butelki młodego. Na co skusi się każdy, kto pofatygował się do Tajlandii.

 

f1

but

 

Oprócz mnichów w świątyni pracują również wolontariusze z całego świata, których na terenie świątyni przebywa około 20, a którzy regularnie się zmieniają. Wystarczy, że wypełnisz formularz na mniszym www, zostaniesz zaakceptowany, kupisz bilet do Tajlandii (już od 3,000 zł) i możesz siedzieć min. miesiąc, max 6 miesięcy. Mnisi za darmo Cię nakarmią, dadzą dach nad głową, a jedyne koszty jakie poniesiesz, to środki higieny osobistej i jakiś ciuch od czasu do czasu, czyli w Tajlandii grosze. Wymagane doświadczenie? Żadne.

 

volos

 

Chciałbyś? Ja bardzo chciałem. Jeszcze parę miesięcy temu wiedziałem o Świątyni Tygrysów mniej więcej tyle, ile ty po powyższej lekturze. Zacząłem na bardzo poważnie rozważać wyjazd tam na pełne pół roku, bo jednak hej: ~5000zł za 6 miesięcy biegania z dorosłym tygrysem u nogi? Holy shit, bajka. Do tego buddyjska świątynia – dość magiczne i kuszące miejsce dla kogoś takiego jak ja, czyli pod względem duchowym ciężkiej do zaszufladkowania osoby oscylującej pomiędzy agnostycyzmem a animalizmo-neopoganizmem (choć to bardziej w stanach konkretnego upojenia).

 

animalism

 

Wiedziałem też o krążących kontrowersjach których przedmiotem było zachowanie tygrysów – głównym zarzutem była ich potulność, więc pojawiały się pogłoski, że mogą być czymś odurzane. W każdym jednak przypadku gdy pojawia się niecodzienna więź pomiędzy zwierzęciem będącym dla ogółu maszyną do zabijania, a człowiekiem, dochodzi do fali hejtu. Więc choć byłem świadom, że to może mieć drugie dno, to i tak byłem zdeterminowany tam pojechać. Chciałem dowiedzieć się jak to wygląda to od kuchni, żeby wyrobić sobie własne zdanie – teoria, że to wszystko to tylko efekt odurzania tygrysów wydawała mi się za prosta.

 

charlie

 

Nie jestem jednak osobą pochopnie podejmująca decyzje mogące mieć wpływ na resztę życia, więc zacząłem grzebać w necie. Chciałem dowiedzieć się wszystkiego co można się dowiedzieć o tej świątyni zdalnie, czyli zza klawiatury. Polski rejon internetu przedstawia to mniej więcej jak ja do tej pory wyżej: nibylandia z tygrysami. Głosów krytycznych – 0. Możesz sprawdzić sam, wstukując w google choćby „Świątynia tygrysów”. Niezawodna polska wikipedia ma do powiedzenia 3 zdania na krzyż, w pięknym stylu. Zacytuję:

„Mnisi nie tresują zwierząt, lecz traktują je z miłością. Dotąd nie zdarzył się atak na ludzi.”
http://pl.wikipedia.org/wiki/Luangta_Bua_Yansampanno

Ale polskiemu zakątkowi internetu się z założenia nie ufa, więc zacząłem grzebać w jego 99%, czyli angielskiej strefie. I tam również pełno entuzjazmu, poprzetykanego teoriami o odurzaniu. Problem polegał jednak na tym, że wszystko na co do tej pory natrafiałem, to były opinie turystów. Potrzebowałem więcej. Przez ostatnie 10 lat przewinęło się przez tą świątynię morze wolontariuszy i ktoś przecież musiał opisać jak ta praca wygląda, co się tam robi i jakie są jego odczucia po pobycie.

Oczywiście ktoś opisał. I dzięki Kreatorowi, że zrobiłem głęboki przeszper zagadnienia zamiast trzasnąć drzwiami i po prostu pojechać. To miejsce to cyrk, koszmar, w którym absurd i zbijanie kasy funkcjonuje pod płaszczykiem buddyjskiego mistycyzmu i miłości do zwierząt. Brzmi drastycznie, ale wierz mi, że tak właśnie jest i po dalszej lekturze zrozumiesz dlaczego.

Najpierw jednak zalinkuję jeden z blogów z opisem wolontariatu, blog, który wywarł na mnie ogromne wrażenie, a który polecam jako lekturę dodatkową po tej notce.

http://www.aroundtheworldin80jobs.com/category/jobs-by-category/volunteer-jobs/the-tiger-temple-volunteer/

Inne blogi były krytyczne i bardzo negatywnie nastawione, do tego bez zdjęć, filmów etc. Dlatego choć zaczęły mi się zapalać czerwone lampki, to jednak jakiś głos mi mówił „nie, chyba nie jest aż tak źle”. Ten blog jednak jest inny, bo facet trafił tam z przypadku. Podróżuje po całym świecie łapiąc się dziwnych prac, a będąc akurat w Tajlandii załapał się do świątyni na wolontariat.

Słyszał o kontrowersjach związanym z tym miejscem , ale chciał sam sprawdzić od kuchni o co chodzi – czyli coś jakby mój mindset wtedy. Zapisał się na 30 dni, po 18 zrezygnował. Część zdjęć którymi okraszę dalszą część notki jest jego autorstwa.

 

je

Jego

 

Najpierw zapalę Ci pierwszą czerwoną lampkę – wg relacji wolontariuszy, średnia wiekowa takowych w Świątyni Tygrysów to ok 20 lat, i bardzo rzadko jest ktoś z normalną, rzetelną wiedzą na temat tygrysów i ich zachowania. A teraz pójdźmy dalej.

Światynia jest podzielona na kilka części i jak wspominałem, jest w niej ~120 tygrysów.

Żłobko-przedszkole

Przebywają tu maluchy, miesięczne, zdecydowanie za młode kociaki odbierane matkom oraz te już trochę starsze, podrośnięte. Czasy w których klasztor przyjmował osierocone tygrysy minęły – teraz je po prostu niekontrolowanie rozmnaża, więc maluchów jest pod dostatkiem. Małe tygrysy udostępniane są turystom, którzy płacą za możliwość pokarmienia takiego z butelki.

 

but1

 

4 razy dziennie, przez 45 minut. I nie ma, że boli. Zapłacone – ma być karmienie. Choćby na siłę.

 

but1

 

Albo do góry nogami. Najwyżej się zakrztusi, co tam.

 

az

 

Plac zabaw

W tym miejscu starsze tygrysy w liczbie kilku naraz zabierane są aby się rozruszały. I chyba jedyne stosunkowo „normalne” miejsce w tej świątyni.

 

roz


Klatki

Miejsce przebywania tygrysów które nie nadają się do kontaktu ze zwiedzającymi, albo które akurat nie załapały się na plac zabaw. Spędzają tak dnie upchnięte po kilka w każdej.

 

klatka

 

Część najbardziej potulnych, dorosłych tygrysów w liczbie kilkunastu, codziennie na kilka godzin zabierana jest do głównej atrakcji świątyni.

Plac

Na placu turyści mogą je sobie pooglądać, a za dodatkową opłatą zrobić zdjęcie z wielkim tygrysem.

 

1

12

3

baba

 

Jest nawet możliwość zrobienia sobie megaodważnej foty z głową tygrysa na kolanach.

 

k2

k3

dasd

 

A można i też zrobić combo z rodziną.

 

r1

r2

r3

 

Zauważyłeś zapewne pewien niepokojący, wspólny czynnik na tych zdjęciach.

 

s1

 

Już rozumiesz, skąd kontrowersje i teorie o odurzaniu? Te tygrysy przez kilka godzin leżą w słońcu, przypięte łańcuchami do betonowych bloków. Leżą jak flaki i można z nimi zrobić wszystko.

 

o1

o2

o3

 

Pierwszego dnia wolontariusze są uczeni formułki, która mają recytować zwiedzającym w razie pytania „co one takie niemrawe”. I ta formułka jest tragikomicznym mistrzostwem świata, która też wyjaśnia dlaczego rzadko Świątynia przyjmuje osoby z wiedzą o zachowaniu tygrysów czy zwierząt w ogóle. Te by ryknęły śmiechem.

„Tygrysy to nocne zwierzęta, śpią 15-18 godzin dziennie, teraz są najedzone i jest gorąco, więc są śpiące i leniwe. Oraz zostały wychowane przez człowieka, więc to w sumie takie wielkie, domowe koty”

(w oryginale brzmi lepiej: No, tigers are nocturnal animals, so they are mainly awake at night. They, like house cats, sleep 15-18 hours a day. They have been well fed and it is the hottest part of they day so they are sleepy and lazy right now. They also have been hand reared from birth by humans, so they are basically giant house cats.)

O_o

Brzmi jak skecz z papugą Monty Pythona, i nawet nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że to nie są nocne zwierzęta w sensie stricte nocne, które w dzień przestają reagować na cokolwiek. Niektóre podgatunki tygrysa są aktywne nocą, inne rankami, inne wieczorami, ale to nie jest sztywna reguła. Jeśli tygrys w naturze ma problem ze znalezieniem pożywienia nocą, to zmieni porę polowań na inną. Jeśli z jakiś przyczyn nie może polować w dzień (bo np. kłusownicy), to zacznie w nocy. Lwy zresztą robią to samo – z reguły polują w dzień, ale w bezksiężycowe noce robią sobie tournée po sawannie (o czym powstał świetny dokument: http://natgeotv.com/uk/night-of-the-lion).

Nawet gdyby to były tylko i wyłącznie nocne zwierzęta, to mówimy tu o tygrysach trzymanych w niewoli. Które nocą siedzą tam upchane w klatkach nie mając nic do roboty, praktycznie żadnych bodźców. I które wtedy śpią, choćby były nocnymi drapieżnikami, a ożywiają się w dzień przy okazji wypuszczenia na wybieg (w przypadku ZOO), czy na coś tak zawalonego bodźcami jak plac pełen chodzących turystów, 500-1000 dziennie. I tak robią prawie wszystkie zwierzęta trzymane w niewoli, których rytm dobowy dyktowany jest przez rytm dobowy człowieka.

Miałem okazję pracować z tygrysami, które co prawda nie były odchowane od małego, ale do niektórych ludzi na dziale były przyzwyczajone i to od wielu lat. A mimo to nigdy nie widziałem, żeby przy nich spały. Żeby w ogóle spały w promieniu kilku metrów od człowieka. Co jest jak najbardziej możliwe jeśli chowasz dzikie zwierzę od małego, i jesteś tylko ty w jego otoczeniu – ufa Ci wtedy i może się wyłączyć. Ale plac na który co chwila wchodzą nowe osoby? BS

Już nawet mniejsza z tygrysami. Najprawdopodobniej masz psa albo kota. Wyobraź sobie, że śpi w domu, po czym przychodzi obca osoba. Jeśłi to wyluzowany kot/pies, to oleje i będzie spał dalej. Ale w momencie w którym ta obca osoba weźmie jego głowę i położy na kolanach? Po pewnym czasie być może tak.

Ale teraz sobie wyobraź, że takie osoby wpadają co chwila, i każda coś z tym psem/kotem robi. Że tych osób jest 100 czy 500 dziennie. Choć to kompletne sci-fi to potrafię sobie jednak wyobrazić jakieś jedno na milion, wybitnie leniwe psisko z narkolepsją, które może być tarmoszone przez obce osoby, zmieniające się dzień w dzień. Bo do tego przywykło i się niczym kompletnie nie przejmuje tylko śpi choćby się waliło i paliło. To scenariusz o mikroskopijnie małym prawdopodobieństwie, ale jeszcze wyobrażalny.

Tylko, że w tym przypadku mamy tygrysy, i to nie jednego, a kilkanaście które są akurat na placu i które nie są udomowionymi zwierzętami. Są dzikie, choć oswojone. Mają zupełnie inną psychikę i podejście do człowieka niż pies czy kot, który był tak dobierany do rozmnażań, że z wilków i dzikich kotów zrobili się nasi towarzysze, którzy pozwalają człowiekowi na wiele.

I tu nie trzeba być Sherlockiem, żeby stwierdzić, że coś z tymi tygrysami jest po prostu nie tak.

Zapaloną już i tak czerwoną lampkę podgrzewa fakt, że w Świątyni Tygrysów wolontariusze nie są dopuszczani do przygotowywania im pokarmu. I każdy na pytania, czy te tygrysy są czymś odurzane, szczerze odpowiada „nie wiem”. Bo wiedzą to tylko zarządzajacy ZOO.

Czy są szprycowane chemią? Naturalnymi, roślinnymi zamulaczami? Powstrzymywane od snu aż ledwo stoją na nogach żeby później spały jak zabite na placu? To wiedzą tylko mnisi, a prawda pewnie leży gdzieś pośrodku, może mix tych 3 rzeczy. Tak czy siak zachowanie tych zwierząt totalnie odbiega od normy, tym bardziej jak na duże koty odchowane przez człowieka.

 

fotos

 

Ktoś bardzo uduchowiony mógłby sobie to wyjaśnić aurą tego miejsca, zen emanacjami mnichów zajmujących się tygrysami czy innym mumbo-jumbo. Ale to nie mnisi się nimi zajmują – oni są tylko od doglądania i zarządzania. Tygrysy obsługuje prosta ludność z okolicznych wiosek, i robi to w dość specyficzny sposób. Ot np. jak trzeba tygrysy na placu przemieścić.

 

 

Tudzież czasami któryś się przebudzi, słusznie się wk*rwi i trzeba go spacyfikować. Jak na tym filmie.

 

 

Zadziwił mnie na nim jeden detal, który często przewija się też w opowieściach byłych wolontariuszy – ten specyficzny, metalowy drążek, którym na filmie kobieta uderza w ziemię przy tygrysie. Coś na kształt motyki. I wskazuje poszlakowo na to, dlaczego te tygrysy są takie potulne i dające się sprowadzić do pionu nawet gdy zaczynają mieć dość.

Tresura i łamanie zwierząt w świecie ludzie pozbawionych empatii jest przeprowadzana za pomocą bólu. W skrócie: zachowanie niepożadane jest karane bólem, zachowanie pożądane jego brakiem i/lub nagrodą, a w końcu zwierzę łapie, i żeby uniknać bólu unika zachowań niepożądanych. I nie jest to coś rodem z cyrku czy barbarzyńskich krajów 3 świata, o nie. Jeszcze w latach 90 to było standardowa procedura w Polsce przy szkoleniach psów. Do tej pory zresztą zdarzają się osoby, które ją sobie chwalą i traktują jako jedyną słuszną.

 

tyg

 

Skąd więc pręt o dziwnym kształcie którego używają pacyfikatorzy? Najprawdopodobniej trigger, tak zwany wyzwalacz. Tygrysy są tresowane bólowo za jego pomocą, łamie im się psychikę. Prętem. W sensie bije gdy pojawiają się u nich oznaki agresji, a są jeszcze na tyle młode, że nawet jak się odgryzą to nic się nie stanie. Po odpowiednio długiej „tresurze”, dorosły tygrys ma już tak wyrobione negatywne skojarzenia z nim, że będzie na jego widok się uspokajał, bo ma wyryte w pamięci z czym on się wiąże.

 

mot

Przy czym to jest twarda przesłanka – a plotki i pogłoski mówią też o takich metodach jak pryskanie im w twarz tygrysią uryną i inne dziwne metody mające służyć zdominowaniu tych zwierząt przez obsługę.

ra

 

Mógłbym na Świątynię Tygrysów spojrzeć na chłodno i zrozumieć pewne rzeczy. Choć to wszystko wyżej jest porażające, to mógłbym to zrzucić na karb innej kultury, innego podejścia do zwierząt, pewnego musu postawienia na turystów bo z tego jest kasa. Mógłbym, gdyby tylko ta Świątynia robiła cokolwiek dobrego. Ale nie robi. Nie introdukuje zwierząt z powrotem do ich naturalnych siedlisk, nie dba o zachowanie gatunków (bo nawet niewiadomo jakie to dokładnie tygrysy), nie robi nic co w pracy z dzikimi zwierzętami możnaby choć trochę podciągnąć pod etykę. Mało tego, tygrysy rozmnażają się w sposób niekontrolowany, nierzadko osobniki ze sobą spokrewnione, co w konsekwencji doprawdza do degeneracji, czyli po ludzku mówiąc słabszych, chorowitych i zdeformowanych zwierząt. Nie jest upubliczona również dokumentacja urodzin i zgonów (jeśli taką w ogóle prowadzą), za to z oszacowań wynika, że przybywanie tygrysów w światyni jest dużo mniejsze niż by to wynikało z liczby młodych, które są tam każdego roku, przez cały czas – wziąż nowe.

Co implikuje, że gdzieś te tygrysy znikają ze Świątyni, a przesłanki mówią za tym, że poprzez Laos trafiają do Chin w których wyroby z tygrysów są na wagę złota.

Cyrk, ferma i lep na turystów.

 

tyg

 

Z mistrzostwa ewolucji, niesamowitych drapieżników których urok powala zrobiono w tej świątyni wydmuszki, cienie dużych kotów, makiety dla turystów którzy po powrocie do domu mogą się pochwalić zdjęciem z ledwo przytomnym tygrysem.

A ja się na to prawie nabrałem i byłem bliski zostania częścią tej machiny. Niesamowite.

Z tego co wiem, w polskim internecie ta notka jest teraz jedynym opisem ciemnej strony Świątyni Tygrysów w zalewie hiperentuzjastycznych relacji ze zwiedzania jej. Mam bardzo dużą nadzieję, że kiedyś na zapytanie PL-Google o świątynie tygrysów, ten wypluje ją jako pierwszą pozycję. Wielki Cthulhu, spraw to.

 

wolo

Wolontariusz.

 

Aktualizacja 2018:

W roku 2016 „Świątynia Tygrysów została zamknięta po interwencji władz – w jej trakcie okazało się, że mnisi handlowali szczątkami tygrysów:

http://www.national-geographic.pl/aktualnosci/nikt-nie-spodziewal-sie-takiej-tragedii-horror-w-swiatyni-tygrysow-uwaga-drastyczne

 

Pierwotnie wpis opublikowany 15.06.2014 pod adresem:
http://animalus.blog.pl/2014/06/15/swiatynia-tygrysow/

https://web.archive.org/web/20170317003704/http://animalus.blog.pl/2014/06/15/swiatynia-tygrysow/

 

Podobne wpisy

Czeska policja odkryła tygrysią rzeźnię.
Kłusownicy zabici przez lwy
Turyści w Kenii mogą przyczyniać się do wymierania gepardów
Unia Europejska: zakaz stosowania jednej z klas insektycydów w trosce o dobro pszczół.

2 Responses

  1. kolysasanka

    dawno temu, jeszcze w liceum, skomentowałam zdjęcie nauczycielki, właśnie z tej świątyni, że nie ertyczne, że tygrys na łańcuchu, już wtedy mi coś nie pasowało…oczywiście mnie sprowadziła do parteru, jak to w relacji nauczyciel- uczeń…po latach jej to wypomnialam, mając nadzieję, że się opamiętała ale nawzałą mnie tylko gówniarą :D

  2. dadi

    byłem tam w 2004 r. jestem do takich miejsc pod idioten turystów bardzo specyfistycznie nastawiony ,nie było jeszcze wolontariuszy i bardzo niewielu turystów . bylo czuć magię tego miejsca jak z nami zabrał się mały taj to obsługa góra trzech ludzi z daleka wołala z przerażeniem w oczach i jeden z nich biegl w naszą strone żeby go schować za siebie będę w okolicach znowu w bliskim czasie i na pewno tam wdepnę by porównac ten dziadek mnich podobno byl nieuleczalnie chory a jak zostal mnichem to mu przeszło tam mi przekazał taj z ktorym tam wtedy bylemm

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.