11
Lut
2018

O hodowli pod Śremem – podsumowanie informacji

29 dnia czerwca roku 2017, na teren hodowli zwierząt w lężacej pod Śremem miejscowości Pysząca, wkroczyła policja i dokonano konfiskaty prawie 300 zwierząt z ponad 80 gatunków. W Internecie rozgorzała wojna pomiędzy środowiskami broniącymi praw zwierząt, a środowiskami hodowców i terrarystów, w wyniku czego pojawiły się sugerowane przez tę drugą stronę plotki, że cała sprawa była ukartowana i jest spiskiem mającym na celu zlikwidowanie legalnie działającej hodowli i przejęcie z niej zwierząt.

Poniższy wpis nie będzie rozwodzeniem się nad tematem tej interwencji – będzie jedynie zbiorem doniesień medialnych w tej sprawie i zbiorem cytatów z tych doniesień. Będzie w pewien sposób podsumowaniem kto wziął udział w tej interwencji, na jakiej podstawie, kto jest w sprawę zaangażowany i jak to wszystko wygląda od strony mediów, na wypadek jeśli ktoś się w tym wszystkim pogubił – osoby odwiedzające mój FB regularnie raczej niczego nowego tu nie znajdą, bo większośc newsów i cytatów była już zamieszczana, ten wpis je jedynie zbierze w całość. Ma to na celu zgrupowanie dostępnych dla każdego, zamieszczonych publicznie informacji – w wyniku czego osoby, które sprawy nie znają, mogą ją poznać. Doniesienia medialne będą przedstawione chronologicznie, pogrupowane dniami w których się ukazały.

 

Jeśli komuś nie chcę się czytać poniższego tekstu, to w skrócie – na obecną chwilę, wg doniesień medialnych, w sprawę zaangażowane są:

Ministerstwo Środowiska, skarbówka, policja, prokuratura, wojewódzki inspektoriat weterynaryjny, Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”, Uniwersyteckie Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu, Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva!, ZOO Poznań, ZOO Warszawa i ZOO Bydgoszcz oraz burmistrz Śremu.

Wytłuściłem wzmianki o nich w cytatach z newsów. Po kolei:

29.06, dzień interwencji

____________________________________________________________________

Rządowa strona www Ministerstwa Finansów:

http://www.mf.gov.pl/krajowa-administracja-skarbowa/wiadomosci/aktualnosci/-/asset_publisher/2UWl/content/id/6053969

” W kwietniu 2017 r. do Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu dotarła informacja o podejrzanej hodowli dzikich zwierząt. Wynikało z niej, że na terenie prywatnej posesji w okolicach Śremu były hodowane w celach handlowych i przetrzymywane w dramatycznych warunkach zwierzęta, których posiadanie wymaga specjalnych zezwoleń.

Z uwagi na wyjątkowy charakter i niespotykaną do tej pory skalę zjawiska, koordynator ds. CITES Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu przekazał informację do Komendy Głównej Policji.

W jej wyniku 29 czerwca wielkopolscy policjanci wraz z koordynatorem ds. CITES, przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii, Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody SALAMANDRA, Fundacji Międzynarodowej Ruch na Rzecz Zwierząt Viva oraz Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu wkroczyli na teren hodowli.”

____________________________________________________________________

http://www.tvn24.pl/poznan,43/policja-przejmuje-tygrysy-pumy-i-lamparty-z-hodowli-pod-poznaniem,752797.html
(w linku film z interwencji)

Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, potwierdza, że warunki, w jakich przetrzymywano zwierzęta, były złe. Przynajmniej część zwierząt przebywało w hodowli nielegalnie. – Na niektóre gatunki brakowało zezwoleń. Było też wiele innych nieprawidłowości – podaje Borowiak.”

„- Ta działalność teoretycznie zarejestrowana jest jako działalność cyrkowa, natomiast żadne przedstawienia się tutaj nie odbywają. Również zgodnie z definicją jest to działalność objazdowa, a właściciel z żadnymi pokazami nie jeździ. Istnieje uzasadnione podejrzenie, że właściciel obchodzi obowiązujące przepisy i posiada zwierzęta w innych celach – mówi Katarzyna Topczewska, pełnomocnik fundacji Viva!. Jak dodaje, część zwierząt zamknięta była w komórkach, część na zbyt małych wybiegach. Na wybiegach panował nieporządek, brakowało także wody.”

____________________________________________________________________

http://srem.naszemiasto.pl/artykul/osrodek-hodowli-zwierzat-w-pyszacej-pelen-policji-zwierzeta,4168406,artgal,t,id,tm.html
(w linku zdjęcia z interwencji)

„O to co się dzieje w ośrodku w Pyszącej zapytaliśmy również Macieja Święcichowskiego z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, który był na miejscu.

– Trwa własnie inwentaryzacja zwierząt. Zwierzęta, które są w najgorszym stanie będą w pierwszej kolejności przetransportowane do ZOO w Poznaniu. Informacje o nieprawidłowościach docierały do nas z różnych środowisk. Po tym co tu zastaliśmy możemy wstępnie powiedzieć, że mogło dochodzić tu do naruszeń m.in. w ustawie o ochronie zwierząt, o ochronie przyrody – mówi rzecznik KWP Poznań dodając, że po zebraniu przez policjantów wszystkich materiałów rozpocznie się ich analiza i dopiero wtedy będzie można formułować konkretne zarzuty.

– Na razie wszystkie czynności odbywają się „w sprawie” a nie przeciwko konkretnym osobom. Dzisiaj w Pyszącej działamy na podstawie nakazu wydanego przez Prokuraturę Rejonową w Śremie – dodaje policjant.

Na miejscu oprócz policji, dyrektor poznańskiego ZOO oraz przedstawicielki Fundacji Viva obecni byli również: Wojewódzka Inspekcja Weterynaryjna, Izba Administracji Skarbowej i PTOP Salamandra. „

____________________________________________________________________

https://www.wprost.pl/kraj/10062789/Srem-Prawie-300-egzotycznych-zwierzat-ewakuowanych-z-nielegalnej-hodowli.html
(w linku film)

„Na trop hodowli wpadli policjanci z Komendy Wojewódzkiej w Poznaniu, którzy zajmują się zwalczaniem przemytu zwierząt i nielegalnego handlu nimi. Ośrodek istniał od lat, oficjalnie działał jako cyrk, który znajdował się pod kontrolą weterynarza. „

„Maciej Święcichowski z poznańskiej policji poinformował, że obecnie odbywa się zabezpieczanie dokumentacji i na podstawie materiału dowodowego zostanie wspólnie z prokuraturą podjęta decyzja w sprawie śledztwa. Zwierzęta zostały odebrane właścicielom, jednak na chwilę obecną nie wiadomo jeszcze, dokąd trafią. W sumie policja odebrała 278 zwierząt 83 różnych gatunków. Na chwilę obecną do Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej przewieziono potrzebujące natychmiastowej weterynaryjnej opieki saimiri i lemury katta.”

____________________________________________________________________

30.VI

____________________________________________________________________

http://fakty.interia.pl/wielkopolskie/news-wielkopolskie-prawie-300-zwierzat-zabranych-z-hodowli-pod-sr,nId,2411633

„Rzecznik wielkopolskiej policji skomentował sprawę hodowli dzikich zwierząt znalezionej w miejscowości Pysząca. „Niemal 300 zwierząt zostanie zabranych z hodowli. W pierwszej kolejności wyjadą najbardziej wymagające opieki lemury, sajmiri, stado antylop i ciężarna samica ocelota” – podsumował mł. insp. Andrzej Borowiak. „

Decyzja policji jest taka, że zabieramy wszystkie 278 zwierząt, 83 gatunki. Dzisiaj jako pierwsze wyjadą najbardziej potrzebujące opieki lemury, sajmiri, stado antylop i ciężarna samica ocelota” – podkreślił Borowiak. Pierwsze zwierzęta trafią do Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu.

Jak dodał, teren będzie pilnowany przez policjantów i w piątek oraz przez kolejne dni zwierzęta będą wywożone do wybranych specjalistycznych ośrodków”.

„Rzeczniczka prasowa Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu Małgorzata Spychała-Szuszczyńska poinformowała PAP, że czwartkowa akcja w hodowli zwierząt w okolicach Śremu była jedną z największych interwencji dotyczących dzikich zwierząt objętych ochroną gatunkową, jakie przeprowadzone były do tej pory w Polsce.

Jak tłumaczyła, w kwietniu tego roku do Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu dotarła informacja o podejrzanej hodowli dzikich zwierząt pod Śremem. Wynikało z niej, że na terenie prywatnej posesji usytuowanej w okolicach Śremu były hodowane w celach handlowych i przetrzymywane w dramatycznych warunkach zwierzęta, których posiadanie wymaga specjalnych zezwoleń.

„Z uwagi na wyjątkowy charakter i niespotykaną do tej pory skalę zjawiska, koordynator ds. CITES (Konwencji o Międzynarodowym Handlu Dzikimi Zwierzętami i Roślinami Gatunków Zagrożonych Wyginięciem), przekazał stosowną informację do Komendy Głównej Policji” – podkreśliła Spychała-Szuszczyńska.

W akcji przeprowadzonej w czwartek w hodowli wzięli udział wielkopolscy policjanci wraz z koordynatorem ds. CITES Izby Administracji Skarbowej w Poznaniu, przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii, Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody Salamandra, Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt – Viva! oraz Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu.”

____________________________________________________________________

http://www.tvn24.pl/poznan,43/ocelot-bez-nog-tygrysy-na-15-m-kw-300-zwierzat-w-nielegalnej-hodowli,753107.html
(w linku film i zdjęcia z interwencji)

„Trwa ewakuacja blisko 300 zwierząt z nielegalnej hodowli zwierząt pod Śremem (woj. wielkopolskie). Warunki, w których przebywały były złe: nie wymieniano im wody, odchody leżały w klatkach i na wybiegach przez kilka tygodni, wszędzie panował brud. – Wszystko, co najgorsze tutaj było – mówi Anna Pleszczyk z fundacji Viva. Tygrysy, lamparty perskie, rysie, pumy, karakale, jeżozwierze, antylopy, małpy, lemury, żółwie, nietoperze i mnóstwo ptaków – te wszystkie zwierzęta znaleziono w hodowli w Pyszącej pod Śremem. Większość zwierząt to gatunki zagrożone tzw. CITES I. Ich wartość rynkową szacuje się na około 4 miliony złotych. Na czarnym rynku jest jeszcze wyższa – tylko za jednego tygrysa z nielegalnego źródła hodowca potrafi zainkasować pół miliona złotych.”

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22034370,dramatyczne-warunki-zwierzat-w-hodowli-pod-sremem-trwa-ewakuacja.html
(w linku film i zdjęcia)

„W piątek hodowlę oglądał doktor Maciej Gogulski, szef Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu. – To przerażające miejsce, nie jest przystosowane do trzymania zwierząt. Drapieżniki siedzą w kałuży odchodów, cuchnących, wymieszanych z jedzeniem, błotem. Widziałem mnóstwo martwych gryzoni, u świń na posadce leżało szkło, plastiki. Warunki są koszmarne – mówi Gogulski.”

„Jak ustalono, na miejscu prawie 280 zwierzętami zajmowało się jedynie dwóch pracowników zatrudnionych na czarno. – Nie mieli kompetencji ani umiejętności, by opiekować się zwierzętami. Podejrzewamy, że odchody z klatek nie były sprzątane tygodniami, a powinno się to robić codziennie – mówi nam Ewa Zgrabczyńska.”

„Na miejscu od czwartku jest policja i pozostanie tu prawdopodobnie jeszcze przez wiele dni. Ewakuacja zwierząt i szukanie im nowych, tymczasowych domów może potrwać nawet kilka tygodni. Do tego czasu opiekować się zwierzętami mają pracownicy i wolontariusze poznańskiego zoo.”

„Nie tylko brak jedzenia jest problemem. W piątek okazało się, że właściciel zabrał wiadra, w których podawano zwierzętom pokarm.”

„Mieszkańcy Pyszącej wiedzieli o hodowli. Opowiadają nam o ucieczkach zwierząt: – Kiedyś po okolicy przez dwa tygodnie biegały trzy pawiany. Ludzie robili im zdjęcia, przebiegały przez drogę. Uciekały także antylopy i magoty. Wiedziała o tym policja i straż miejska, ale nikt nie reagował.”

„Nie jest jasna rola, jaką odgrywał powiatowy lekarz weterynarii w Śremie, który twierdzi, że kontrolował hodowlę i nie widział nieprawidłowości. W piątek nie udało nam się z nim skontaktować.”

„W piątek po południu do Poznania wyruszył samochód z pięcioma ptakami: żurawiem koroniastym, dwoma żurawiami białoszyimi i dwoma bocianami. Potem w drugim transporcie do zoo pojechało sześć antylop.”

„Po południu okazało się, że większość ptaków trafi do azylu w Warszawie, pomogło w tym Ministerstwo Środowiska.”

____________________________________________________________________

http://wtkplay.pl/video-id-33375-puls_dnia_z_piatku_30_czerwca

„Puls Dnia”, w materiale video parę zdań o hodowli w tym wypowiedź o stanie zwierząt Macieja Gogulskiego, dyrektora Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu

____________________________________________________________________

1.VII

____________________________________________________________________

http://wyborcza.pl/7,75248,22039436,trzeci-dzien-ewakuacji-zwierzat-z-hodowli-pod-sremem-brakuje.html
(w linku zdjęcia)

Kilkadziesiąt ptaków wyjechało do warszawskiego zoo z hodowli dzikich zwierząt pod Śremem. Do poznańskiego ogrodu przewieziono kolejnych sześć antylop. Małpy i rysie trafią być może do Holandii”

„Od czwartku do poznańskiego ogrodu ewakuowano m.in. trzy małpy, dwa lemury, sześć antylop oraz ptaki. W sobotę do Pyszącej przyjechali pracownicy zoo w Warszawie. Zabrali kilkadziesiąt ptaków do azylu, który prowadzą. Do Poznania pojechało natomiast kolejnych sześć antylop, żurawie, ibisy i gołębie. Przygarnięto też dwa psy, które wałęsały się po terenie hodowli.”

„Nadal nie został jednak rozwiązany problem z drapieżnikami. Do pomocy nie garną się inne polskie ogrody zoologiczne – ich dyrektorzy uważają, że ratowanie zwierząt w takich sytuacjach nie jest zadaniem zoo. W tej sytuacji poznański ogród wysłał apel o pomoc do międzynarodowych organizacji pomagających zwierzętom.”

____________________________________________________________________

2.VII

____________________________________________________________________

Opis sytuacji biorącego udział w interwencji Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra”

http://salamandra.org.pl/component/content/article/41-ogolne/1105-ale-cyrk.html?directory=1
(w linku zdjęcia)

(O Salamandrze, wg ich www: „Towarzystwo zostało założone w 1993 r. przez grupę biologów. Wszystkie jego przedsięwzięcia kierowane są przez specjalistów z danych dziedzin, jednak ich realizacja możliwa jest dzięki szerokiemu wsparciu społecznemu, w tym składkom członków, darowiznom, wpłatom 1% z podatku oraz pomocy wolontariuszy w wielu przedsięwzięciach.”)

„Już podczas wstępnej, pobieżnej kontroli okazało się, że część zwierząt przetrzymywanych jest nielegalnie – z ewidentnym naruszeniem przepisów ustawy o ochronie przyrody. Właściciel hodowli wyjaśnia, że prowadzi cyrk, który został zarejestrowany przez powiatowego lekarza weterynarii (organ ten nie ma ustawowych uprawnień do rejestrowania cyrków – powinien je za to kontrolować). Na razie nie natrafiono na żaden ślad rzeczywistej działalności cyrkowej w tej hodowli. Wydaje się, że jej działalność komercyjna polegała jedynie na handlu zwierzętami. Wymaga to jednak szczegółowego sprawdzenia.

Tym, co najbardziej zbulwersowało przeprowadzających kontrolę, były warunki, w jakich przebywała znaczna część zwierząt. Wiele z nich przetrzymywano w ciasnych, ciemnych i długo nie sprzątanych pomieszczeniach – drastycznie odbiegających od minimalnych wymagań, wynikających z potrzeb biologicznych danych gatunków. Lamparty i tygrysy nurzały się w błocie i własnych ekskrementach – od dawna (zapewne tygodni) nie usuwanych z klatek. Niektóre ze zwierząt wyglądały na chore i wyczerpane.”

____________________________________________________________________

4.VII

____________________________________________________________________

http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/poznan/pyszaca-setki-zwierzat-w-prywatnej-hodowli-dokad-trafia/51qrbcy
(w linku zdjęcia)

„Wciąż nie wiadomo, co stanie się ze zwierzętami z prywatnej hodowli w Pyszącej pod Śremem (woj. wielkopolskie). W ubiegłym tygodniu policja odkryła tam prawie 300 osobników 83 gatunków, w tym duże drapieżniki jak tygrysy, lamparty i pumy. To właśnie w znalezieniu domu dla nich jest największy problem – interweniującemu w tej sprawie poznańskiemu zoo nie chcą pomóc inne ogrody zoologiczne w Polsce.”

„Hodowla w Pyszącej zarejestrowana była jako cyrk. Jej właściciel Maciej M. rozmnażał zwierzęta i sprzedawał je do cyrków i innych hodowli za granicą. Mężczyzna na razie nie komentuje sprawy. Niebawem prokuratura w Śremie, która prowadzi dochodzenie, powinna postawić mu zarzuty.”

____________________________________________________________________

http://wyborcza.pl/7,87648,22051413,lwice-salonowe-nadciagaja-a-za-nimi-karakale-pumy-tygrysiatka.html
(news ogólnie o zjawisku, ale z istotnymi informacjami)

„Cyrkiem była też oficjalnie olbrzymia hodowla dzikich zwierząt w Pyszącej pod Śremem w Wielkopolsce, do której policja weszła w ostatni czwartek. Na bramie wjazdowej ostrzeżenia: „Teren monitorowany przez kamery”, „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Miejscowi wspominają, że co jakiś czas zza płotu uciekało zwierzę: – Kiedyś przez dwa tygodnie po okolicy biegały trzy pawiany. Ludzie robili im zdjęcia. Na gigancie były też antylopy i magoty.

Na terenie rzekomego cyrku nie ma cyrkowych namiotów, są ogrodzone wybiegi i klatki, a w nich prawie 280 zwierząt ponad 80 gatunków, w tym sześć tygrysów, pumy, lamparty perskie.

– Wiemy, że właściciel hodowli sprowadził lamparty afrykańskie, rozmnożył i chciał sprzedać młode. Wystąpił o CITES do ministerstwa, ale go nie dostał. Młodych jednak już nie ma. Nie wiemy, co się z nimi stało – mówi Zgrabczyńska.

Anna Plaszczyk z fundacji Viva!: – Właściciel nie dostał CITES, bo nie potrafił udokumentować pochodzenia lamparcich rodziców. Wyszło też na jaw, że to miejsce nie jest cyrkiem. Ministerstwo jednak nic z tym nie zrobiło, a hodowlą zainteresowali się dopiero policjanci tropiący przemyt i nielegalny handel zwierzętami. To oni zrobili nalot na hodowlę.

Właściciel hodowli już nie chce rozmawiać z dziennikarzami. – Jestem pomawiany, wydam oświadczenie, gdy porozmawiam z moim prawnikiem – ucina prośbę o wywiad. Tymczasem organizacje broniące praw zwierząt alarmują, że chronione gatunki to po narkotykach i broni najbardziej dochodowy przedmiot nielegalnego handlu.”

____________________________________________________________________

Dnia 4.VII, Fundacja Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt VIVA! umieszcza na swojej stronie facebook kilkanaście niepublikowanych wcześniej zdjęć, każdemu towarzyszy opis z kontekstem.

https://www.facebook.com/fundacjaviva/posts/1704458459583848

<foto Viva>

Źródło: VIVA

Cytaty z opisu:

„Klatki i wybiegi były nieodpowiednio zabezpieczone, przez co hodowla stanowiła zagrożenie nie tylko dla zwierząt, ale również dla pracowników i okolicznych mieszkańców. Z ich relacji wynika, że w ciągu ostatnich lat dochodziło do licznych ucieczek zwierząt.”

„Na terenie hodowli przebywało około 280 zwierząt z 83 różnych gatunków. Zajmowały się nimi… dwie osoby. W ZOO taką ilością zwierząt opiekuje się nawet kilkudziesięciu pracowników.”

„Niektóre zwierzęta „zaginęły”. Brakuje tygrysa, lampartów, kapibary, pumy czy pawianów. Tygrysica podobno umarła dwa tygodnie temu. Nie wiemy co się stało z pozostałymi – uciekły? Zostały sprzedane? Pytanie, na które prokuratura i policja będzie szukać odpowiedzi.”

„Boksy powinny mieć drożne odpływy, tymczasem wiele zwierząt „pływało” we własnych odchodach. W pomieszczeniach wewnętrznych, nie sprzątanych od wielu dni, nie było wentylacji, więc wejście do nich stanowiło dla naszych aktywistów prawdziwe wyzwanie. Panował w nich okropny odór, który sprawiał, że łzy leciały nam z oczu.”

„Stado pawianów widziane było w okolicznej wsi, natomiast jedna antylopa od dwóch miesięcy biega po okolicy (wybieg tych zwierząt nie jest odpowiednio zabezpieczony).”

____________________________________________________________________

7.VII

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22067045,ewakucja-zwierzat-spod-sremu-trwa-juz-ponad-tydzien-poznanskie.html
(w linku zdjęcia)

„Od ponad tygodnia, pod nadzorem pracowników poznańskiego ogrodu zoologicznego, prowadzona jest ewakuacja zwierząt. W piątek do zoo w Bydgoszczy pojechały pumy, rysie, nietoperze i ptaki kilku gatunków. Pozostałe ptaki wyjechały natomiast do Warszawy – to był już kolejny transport do stołecznego ogrodu. W sobotę zaczyna się poważniejsza operacja. Do Holandii pojadą dwa rzadkie lamparty perskie.

– Zamieszkają w ogrodzie fundacji, która zajmuje się rehabilitacją dzikich zwierząt i ma licencję tamtejszego ministerstwa rolnictwa i natury – cieszy się Ewa Zgrabczyńska, szefowa poznańskiego zoo. Dodaje, że zgodę na wywóz zwierząt dało polskie Ministerstwo Środowiska.

Radość jest uzasadniona, bo to właśnie z drapieżnikami był największy problem. Są drogie w utrzymaniu, wymagają szczególnej opieki i odpowiednich warunków. W czwartek poznańskie zoo zabrało do siebie dwa tygrysy. – Nie mogliśmy dłużej czekać. Brodziły w wodzie wymieszanej z fekaliami – mówi Zgrabczyńska. I dodaje, że podczas operacji (zwierzęta trzeba było na jakiś czas uśpić) odkryto dziurę w ogrodzeniu: – Wcześniej jej nie widzieliśmy. Gdyby tygrysy zostały tam dłużej, mogłyby powiększyć otwór i uciec. To było igranie z bezpieczeństwem okolicznych mieszkańców.

Tygrysy przechodzą w poznańskim zoo kwarantannę, a ogród nadal będzie szukał im nowego domu. To samo dotyczy czterech pozostałych tygrysów i trzech lampartów afrykańskich, które pozostają pod Śremem. Nikt nie chce przyjąć. To samo dotyczy trzech osłów azjatyckich i 16-letniej antylopy, która była odizolowana od stada. – Przyjęliśmy pozostałe antylopy, ale dla tej staruszki nie mamy osobnego miejsca – mówi Zgrabczyńska.”

Od poniedziałku w akcję włączył się burmistrz Śremu. Ze środków na zarządzanie kryzysowego kupowane jest jedzenie dla zwierząt.

Nie wiadomo, jak długo potrwa śledztwo prokuratorskie, trwa analiza zabezpieczonych dokumentów. Jak się dowiedzieliśmy, ze względu na wagę sprawy śledztwo przejmie Prokuratura Okręgowa w Poznaniu.

____________________________________________________________________

8.VII

____________________________________________________________________

http://www.tvn24.pl/poznan,43/dwa-tygrysy-z-nielegalnej-hodowli-trafily-do-zoo-w-poznaniu,755362.html
(w linku film i zdjęcia z interwencji)

„Dla dwóch tygrysów koszmar życia w skandalicznych warunkach już się skończył – zostały uśpione i bezpiecznie przetransportowane do poznańskiego zoo. Cztery wciąż czekają na ratunek. Nielegalna hodowla w Śremie była dla nich jak piekło”

„Dorodne, potężne dzikie koty dosłownie taplały się w kałuży błota z moczem i odchodami. Ekipa poznańskiego zoo wkroczyła na teren razem z policjantami i wolontariuszami fundacji Viva! pod koniec czerwca i rozpoczęła wielką ewakuację z, jak to nazywają, „obozu koncentracyjnego dla zwierząt”. W czwartek ich zadaniem było uwolnienie dwóch tygrysich braci. Dziura w siatce – One nie miały jednego centymetra kwadratowego suchego miejsca, my tę wodę im wypompowywaliśmy [z klatki – red.] – opisuje Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka zoo, która koordynuje działaniami w nielegalnej hodowli w Śremie.”

„- Weszliśmy na teren, który okazał się być puszką Pandory. Gdyby nie akcja grupy policyjnej, te zwierzęta cierpiałyby nadal – przekonuje. Mocno przeraża też fakt, że w górnej części ich ogrodzenia pracownicy odkryli miejsce, w którym tygrysy zaczęły wygryzać dziurę. – Za kilka dni, czy kilkanaście, mielibyśmy te zwierzęta biegające po okolicach Śremu – mówi dyrektorka.”

„Nie dla wszystkich jednak znalazło się miejsce. – Cztery tygryski cały czas czekają na sygnał, kontaktujemy się dosłownie z całym światem po to, żeby znaleźć dla nich miejsce. Na razie jeszcze nie mamy odzewu. Czekamy, karmimy, dbamy o nie – mówi Zgrabczyńska. „

„Hodowla mieściła się na osiedlu, wśród domów jednorodzinnych. Sąsiedzi, nawet nie wychylając się zbytnio z tarasu, mogli przez płot obserwować życie dzikich zwierząt. – Pamiętam, jak raz uciekł stamtąd pawian. Znaleziono go potem w stodole, jadł pomidory, które ukradł sąsiadowi – mówił w rozmowie z tvn24.pl mieszkaniec pobliskiego domu. Od strony zagród cały czas dolatuje fetor, opustoszałe klatki wciąż wyściełane są odchodami zwierzaków, które jeszcze przed tygodniem w nich żyły. Policjanci odkryli też na miejscu prowizoryczny cmentarzyk. Z górki piachu widać wyłaniające się pojedyncze kości.”

„W sprawie nielegalnej hodowli ruszyło postępowanie. W planach między innymi badania biegłego z zakresu zachowań zwierząt. Ekspertyzy behawioralne pomogą odpowiedzieć na pytanie, czy zwierzęta żyjące w fatalnych warunkach ucierpiały również psychicznie.”

_______________________________________________________________________

 

Dla przypomnienia, na obecną chwilę, w sprawę zaangażowane są:

Ministerstwo Środowiska,

skarbówka,

policja,

prokuratura,

wojewódzki inspektoriat weterynaryjny,

Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody „Salamandra”,

Uniwersyteckie Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu,

Fundacja Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva!,

ZOO Poznań,

ZOO Warszawa,

ZOO Bydgoszcz,

burmistrz Śremu.

Jeśli ktoś zakłada, że cała sprawa została ukartowana, to w pewien sposób też zakłada, że zamieszane są w to wszystkie powyższe osoby, instytucje i stowarzyszenia. A takie założenie w moim osobistym odczuciu, byłoby ogromnym oderwaniem się od rzeczywistości i nietrzymającą się kupy teorią spiskową, na potwierdzenie której nie ma nic, oprócz twierdzeń przypadkowych osób z Internetu, łącznie z tymi anonimowymi jak rzekomy tekst niepodpisanego pracownika tej hodowli, którego nie będę tu nawet zamieszczał, bo również dobrze mógłbym wrzucić 100 innych komentarzy z FB i zrobiłby się z tego wpisu śmietnik.

Sprawa jest rozwojowa, jeśli pojawią się nowe doniesienia, wpis będę aktualizował.

 

Ostatnia aktualizacja: 17.05.2018

____________________________________________________________________

19.07.2017

____________________________________________________________________

Odcinek programu „Uwaga!”, TVN.

Sporo nowych informacji i ujęć, w tym wypowiedź właściciela hodowli oraz lekarza weterynarii z Wojewódzkiego Inspektoriatu Weterynaryjnego.

http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/fatalne-warunki-w-hodowli-zwierzat-egzotycznych,236704.html

____________________________________________________________________

25.VII.2017

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22147869,woda-zalewa-zwierzeta-w-hodowli-pod-sremem-nikt-nie-chce-pomoc.html
(…)

„Na początku akcja szła dynamicznie – większość zwierząt rozwieziono w ciągu kilku dni do ogrodów zoologicznych w Poznaniu, Bydgoszczy i Warszawie. Ale dla części nowego domu nie znaleziono.

Poznańskie zoo poprosiło o pomoc zagraniczne organizacje. Pojawiła się szansa, by część zwierząt wyjechała do Holandii. Ale zablokował to Józef Czupała, powiatowy lekarz weterynarii w Śremie. Ten sam, który wcześniej nie widział nic podejrzanego w działalności hodowli jako cyrku. Czupała odmówił wydania dokumentów zezwalających na wyjazd zwierząt poza Polskę, tłumacząc, że wniosek o to może złożyć tylko właściciel hodowli, a nie policja. – Nie zgadzamy się z tą decyzją. Zwierzęta są w dyspozycji prokuratury. Złożyliśmy odwołanie do wojewódzkiego lekarza weterynarii – mówi nam rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Holendrzy wyjechali jednak z hodowli bez zwierząt.

– Zostały tu cztery tygrysy, lampart, dziewięć małp, trzy osły i trzy pekari, dwa karakale i oryks. Nie możemy ich zabrać do Poznania, bo nie mamy miejsca, warunków. A tu jest powódź. Sytuacja jest gorsza niż ta, którą zastaliśmy w dniu interwencji. Te zwierzęta za chwilę padną. Siedzę tu i ryczę – mówiła przez łzy dyrektorka poznańskiego zoo Ewa Zgrabczyńska, która we wtorek od rana była w hodowli pod Śremem. – Zgodziliśmy się pomóc policji i prokuraturze, a zostaliśmy sami ze zwierzętami, które zalewa woda. Jestem bezradna. To nie tak miało wyglądać. Czy mam dokonać samospalenia, by ktoś nam pomógł?

Ze względu na wagę sprawy śledztwo przejęła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, która wydawała postanowienie o „zatwierdzeniu zatrzymania rzeczy”. Tymi rzeczami są właśnie zwierzęta. – Dostałam informację o sytuacji w hodowli. Czynię starania, by pomóc – powiedziała nam po południu prowadząca śledztwo prokurator Magdalena Kopras.”

____________________________________________________________________

4.VIII.2017

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22192284,odkryli-cmentarzysko-w-hodowli-zwierzat-sluzby-mowia-o-zagrozeniu.html

Na terenie hodowli policja zauważyła dwa miejsca, w których z ziemi wystawały zwierzęce kości. Zapadła decyzja o przekopaniu terenu z udziałem biegłego z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Na podstawie kości miał stwierdzić, jakie zwierzęta tam zakopano.

(…)

– To grzebowisko jest bez wątpienia nielegalne. Szczątki zwierząt można zakopać w ziemi tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. podczas klęski żywiołowej – mówi nam Hanna Kończal, zastępca wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska. I dodaje: – Sprowadzono zagrożenie dla środowiska oraz dla zdrowia i życia ludzi. Wiemy, że przy pobliskich domach są studnie, ale mieszkańcy na szczęście z nich nie korzystają, bo są podłączeni do wodociągów. Mimo to będziemy badać, czy doszło do skażenia gleby i wód gruntowych. Pobierzemy próbki do badań. Organizujemy już stroje ochronne dla pracowników.

(…)

A to nie koniec problemów. Nadal nie zakończyła się ewakuacja zwierząt z hodowli. Na transport do nowych domów czekają m.in. lampart, cztery tygrysy i dziewięć małp. Miały jechać do Holandii, ale zablokował to powiatowy lekarz weterynarii. Powód? Jego zdaniem o zgodę na wywóz zwierząt za granicę powinien wystąpić ich właściciel, a nie policja. Policja tę decyzję zaskarżyła.

(…)

Policja tymczasem zamierza opuścić w poniedziałek teren hodowli. Poinformowała o tym burmistrza Śremu. Nie wiadomo, kto zajmie się zwierzętami od poniedziałku.

____________________________________________________________________

11.VIII.2017

____________________________________________________________________

Strona Facebook Śląskiego Ogrodu Zoologicznego, którą wrzucam jako drugi wyjątek, bo pojawiła się ciekawa informacja:

https://www.facebook.com/slaskiezoo/posts/1467108199994325

We wtorek zamieszkała u nas para 6-letnich karakali. Są to koty zarekwirowane przez poznańską Policję z prywatnej hodowli, którymi zdecydowaliśmy się zaopiekować, odpowiadając na prośbę Ministerstwa Środowiska.

 

karakale.jpg

____________________________________________________________________

11.VIII.2017

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22222717,policja-chciala-wycofac-sie-z-hodowli-pod-sremem-dlaczego.html

Wielkopolska policja zamierzała opuścić w sobotę teren zamkniętej hodowli zwierząt pod Śremem. Są tam m.in. lampart, tygrysy i małpy. Po naszej interwencji policja zmieniła zdanie.

(…)
– Dowiedzieliśmy się jednak, że policja zamierza wycofać się w sobotę. W tej sytuacji my też musielibyśmy się wycofać. Pracownicy zoo nie mają prawa do wchodzenia na posesję prywatną. Nie mogą więc karmić zwierząt, sprzątać im klatek. Kto miałby się tym zająć? Nie wiem. My zrobiliśmy wszystko, by zwierzętom pomóc – mówi dyrektorka poznańskiego zoo Ewa Zgrabczyńska. O sytuacji powiadomiła w piątek wojewódzkie centrum zarządzania kryzysowego.

Rzecznik wojewody Tomasz Stube poinformował w piątek po południu, że policja nie opuści hodowli. Inne informacje przekazał nam jednak rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. – Kończymy nasze działania, o czym w czwartek poinformowaliśmy burmistrza Śremu. Teraz opieka nad zwierzętami to jego zadanie – powiedział Borowiak. Ale potem policja zmieniła zdanie. „Jest zmiana decyzji. Pilnujemy dalej” – napisał nam Borowiak.

____________________________________________________________________

19.VIII.2017

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22242002,przemykal-oko-na-hodowle-udajaca-cyrk-teraz-chce-by-policja.html

(…)

Właściciel hodowli skorzystał z tej furtki, a powiatowy lekarz weterynarii Józef Czupała przez kilka lat nie zainteresował się tym, że rzekomy cyrk nie daje żadnych pokazów.

Od policjantów wiemy, że jeden z wątków śledztwa prowadzonego pod nadzorem prokuratury okręgowej ma objąć także lekarza weterynarii. Policja chce wyjaśnić, czy Czupała należycie wykonywał swoje obowiązki. Weterynarz nie ma sobie nic do zarzucenia, a jego przełożeni nie chcą oceniać jego postępowania. Tomasz Wielich, wojewódzki inspektor weterynarii, odpisał nam, że zbyt mało wie o tej sprawie, by zajmować jakieś zdanie.

Czupała nadal pełni swoje obowiązki i rzuca śledczym kłody pod nogi. Tak było, gdy odmówił policji wydania zgody na ewakuację za granicę zwierząt, które pozostały na terenie hodowli. Większość z nich, za zgodą prokuratury, rozwieziono po polskich ogrodach zoologicznych. Nowego domu nie mają jednak tygrysy, małpy i lampart. Poznańskie zoo, które na prośbę policji pomaga w ewakuacji, znalazło dla nich ośrodek w Holandii. Problem w tym, że dokument pozwalający wywieźć zwierzęta z Polski musi wystawić powiatowy lekarz weterynarii. Czupała odmówił, twierdząc, że taki wniosek może złożyć tylko właściciel hodowli, a nie policja, która ją zajęła. Policja zaskarżyła tę decyzję i czeka na rozstrzygnięcie.

(…)

Z Józefem Czupałą nie udało nam się skontaktować. Jest na urlopie, a jego zastępczyni nie zastaliśmy w biurze.

____________________________________________________________________

31.VIII.2017

____________________________________________________________________
Kilkanaście minut reportażu w programie „Obserwator”, TVP, a w nim m.in wypowiedź pracownika Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii w Poznaniu, wypowiedź rzecznika Policji o ew. zarzutach karnych, oraz informacja, że policja bada sprawę innych takich hodowli w Polsce.

https://vod.tvp.pl/video/obserwator,31082017,33702472

____________________________________________________________________

8.VIII.2017

____________________________________________________________________

http://srem.naszemiasto.pl/artykul/koszty-opieki-nad-zwierzetami-w-pyszacej-ponosi-gmina,4210574,art,t,id,tm.html

W lipcu gmina wydała już około 70 tys. złotych na między innymi pożywienie dla zwierząt.

(…)

Według informacji jakie zdobył „Tygodnik Śremski”, wszystkie zwierzęta miały zostać przeniesione już jakiś czas temu. Ze względu jednak na problemy ze znalezieniem dla nich alternatywnego miejsca pobytu, część nadal pozostała w Pyszącej. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że nadal trwa postępowanie administracyjne dotyczące czasowego odebrania zwierząt z ośrodka.

(…)

Na ten moment wszelkie koszty związane z utrzymaniem zwierzyńca ponosi gmina. Oprócz zaopatrzenia klatek w niezbędne pożywienie, wliczane w nie są także wydatki związane z transportem oraz leczeniem zwierząt. Urząd Miejski w Śremie zaznacza jednak, że zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, wszelkimi kosztami finalnie obciąża się właściciela lub opiekuna hodowli. Aby wyegzekwować należności, zostaną zastosowane przepisy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji.

– W miesiącu lipcu koszt wyżywienia zwierząt pozostałych w Pyszącej wyniósł łącznie 68 881,06 zł – czytamy w informacji udzielonej przez Urząd Miejski w Śremie.

____________________________________________________________________

12.IX.2017

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22360580,lekarz-weterynarii-ze-sremu-ma-pretensje-do-policji-ale-sam.html

Policja zajęła hodowlę i rozpoczęła ewakuację zwierząt. Większość rozwieziono po polskich ogrodach zoologicznych. Ale nowego domu nadal nie mają tygrysy, małpy i lampart. Poznańskie zoo, które pomaga w ewakuacji, znalazło dla nich ośrodek w Holandii. Ale wtedy Czupała (powiatowy lekarz vet – przyp.mój) odmówił wydania zezwolenia na wywiezienie zwierząt z Polski. Stwierdził, że o taką zgodę wystąpić może jedynie właściciel zajętej hodowli, a nie policja. Komenda tę decyzję zaskarżyła, ale Holendrzy wyjechali z Polski bez zwierząt.

(…)

Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka poznańskiego zoo, która na prośbę policja pomaga w ewakuacji zwierzęta z hodowli, kilka dni temu złożyła w prokuraturze zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez Czupałę. Zgrabczyńska uważa, że śremski weterynarz złośliwie utrudnia wywiezienie zwierząt za granicę.

– Wcześniej nie przeszkadzało mu omijanie prawa przez właściciela hodowli. Wiemy też, że w kwietniu tego roku zgodził się na wywiezienie z Polski trzech pum, które urodziły się w niewoli właśnie w tej hodowli – mówi Zgrabczyńska.

Już po złożeniu przez nią zawiadomienia Czupała niespodziewanie zmienił zdanie i zgodził się na wywóz do Holandii dziewięciu małp. Problem w tym, że wydane przez niego zezwolenie jest ważne jedynie 24 godziny, a poznańskie zoo i ośrodek w Holandii nie były w stanie zorganizować w tym czasie transportu. I zgoda na wyjazd zwierząt przepadła.

Zgrabczyńska mówi nam, że ma już dość zabawy w kotka i myszkę. – Doktor Czupała najpierw odmówił policji wydania dokumentów, twierdząc, że nie jest ona stroną w tej sprawie, a teraz nagle zmienił zdanie. W poniedziałek podejmiemy kolejną próbę wywiezienia małp. Przyjechać ma holenderska telewizja. Liczymy, że będzie zgoda doktora Czupały – mówi Zgrabczyńska. Gdy próbuję zapytać Czupałę, co się stało, że zmienił zdanie, ucina rozmowę i rzuca słuchawką.

____________________________________________________________________

2.XI.2017

____________________________________________________________________

http://srem.naszemiasto.pl/artykul/setki-tysiecy-zlotych-na-wyzywienie-zwierzat-w-pyszacej,4297630,art,t,id,tm.html

Na początku sierpnia pisaliśmy na łamach „Tygodnika Śremskiego” o niepewnej sytuacji zwierząt przebywających jeszcze w nielegalnej hodowli w Pyszącej. Okazy, które tam pozostały miały być przeniesione gdzieś indziej już dawno, ale napotkano na wyjątkowe trudności ze znalezieniem dla nich alternatywnego miejsca pobytu.

Swoją rolę odegrał w tej sprawie także powiatowy lekarz weterynarii, mający swoje powody aby nie dopuścić do szybkiego przeniesienia zwierząt. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że nadal trwa postępowanie administracyjne dotyczące czasowego odebrania okazów przebywających w ośrodku. Na ten moment w Pyszącej mieszkają jeszcze cztery tygrysy, jeden lampart i jeden oryks.

(…)

Jak przekazała podczas ostatnich obrad Komisji Budżetowej skarbnik gminy, do końca roku na ten cel samorząd przeznaczy jeszcze 86 tys. zł. „Tygodnik Śremski” dodatkowo dotarł do informacji z których wynika, że od końca września do drugiej połowy października koszt wyżywienia zwierząt wynosił około 40 tys. zł.

Korzystając wyłącznie z tych pewnych informacji łatwo można policzyć, że łącznie opieka nad okazami przebywającymi w Pyszącej bez sierpnia i września wynosić będzie około 200 tys. zł.

(…)

Jeden z radnych podczas trwania obrad Komisji Budżetowej zaniepokojony sporymi kwotami zapytał, jakie gmina ma perspektywy na odzyskanie tych pieniędzy.

– Z pewnością musi być zakończone postępowanie sądowe i wydana decyzja o odbiorze zwierząt – odpowiedziała Magdalena Panke, skarbnik gminy. – Oczywiście, od tej decyzji właściciel zwierząt może się jeszcze odwołać. Dopiero w momencie gdy ustalenie się uprawomocni, można wystawić decyzję o obciążeniu kosztami właściciela zwierząt – kontynuowała wypowiedź pani skarbnik.

____________________________________________________________________

7.XI.2017

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22613284,dramat-pod-sremem-tygrysy-i-lampart-od-czterech-dni-nic-nie.html

Poznańskie zoo od piątku nie opiekuje się już zwierzętami w zajętej przez policję hodowli pod Śremem. – Burmistrz gminy nie przedłużył z nami umowy – mówi dyrektorka zoo Ewa Zgrabczyńska.

(…)

Policja zamknęła hodowlę i rozpoczęła ewakuację zwierząt. Pomagali w tym pracownicy poznańskiego zoo. Większość rozwieziono po ogrodach zoologicznych. Ale nowego domu nadal nie mają cztery tygrysy i lampart.

Od końca czerwca pracownicy poznańskiego zoo jeździli codziennie pod Śrem, by karmić zwierzęta i sprzątać im wybiegi. Za każdym razem wpuszczali ich policjanci. – Zgodziliśmy się pomóc policji w interwencji, bo sprawa była pilna. Ale potem okazało się, że zostaliśmy sami z problemem – mówi nam dyrektorka poznańskiego zoo Ewa Zgrabczyńska.

Tłumaczy, że nie może narażać ogrodu zoologicznego na straty, dlatego próbowała porozumieć się z burmistrzem Śremu. – Wystawiliśmy gminie fakturę na 60 tys. zł za ewakuację zwierząt, kwarantannę i opiekę weterynaryjną. Gmina nie zapłaciła. Część ewakuowanych zwierząt jest w naszym ogrodzie. Ich wyżywienie kosztuje ok. 11 tys. zł miesięcznie. Za to również gmina nie płaci – wylicza Zgrabczyńska.

Burmistrz Śremu zgodził się płacić jedynie za opiekę i żywienie zwierząt, które pozostały w hodowli. To kilka tysięcy złotych miesięcznie. – Umowę przedłużaliśmy co tydzień. Ale w ostatni czwartek umowa się skończyła, a burmistrz jej nie przedłużył. Poinformowaliśmy gminę, policję i prokuraturę, że w tej sytuacji od piątku nie opiekujemy się zwierzętami. Zostawiliśmy mięso i odjechaliśmy – mówi dyrektorka zoo.

Według relacji Zgrabczyńskiej od piątku cztery tygrysy i lampart nic nie jadły, bo nie miał kto ich nakarmić. – Bez jedzenia przeżyją kilka dni. Gorzej, że nie mają dostępu do świeżej wody. Sytuacja jest katastrofalna – dodaje Zgrabczyńska. Podkreśla, że zwierzęta żyją też w fatalnych warunkach: – Nie mogą tam zostać na zimę. Zresztą nawet gdyby umowa została przedłużona, to i tak wkrótce musiałabym wycofać pracowników. W sezonie zimowym są bardziej potrzebni w naszym ogrodzie.

Jak relacjonuje dyrektorka, policjanci kontaktowali się z władzami Śremu, by zapytać, kto opiekuje się zwierzętami. Usłyszeli, że na razie nikt.

Z burmistrzem Śremu nie udało nam się na razie skontaktować. – Rzeczywiście zwierzęta nie były karmione. Urząd w Śremie zapewnił nas jednak, że to się zmieni i dzisiaj po południu otrzymamy informację, kto będzie karmił zwierzęta – powiedział nam we wtorek Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji.

____________________________________________________________________

9.XI.2017

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22621956,wyglodniale-tygrysy-i-lampart-spod-sremu-maja-juz-opieke.html

W czwartek policja poinformowała, że Śrem podpisał umowę na opiekę nad zwierzętami z prywatnym zoo z okolic Wałbrzycha. – W ramach postępowania prowadzonego przez prokuraturę kontrolujemy dobrostan zwierząt. Była sytuacja, że zwierzęta nie były nakarmione, ale burmistrz Śremu poinformował nas, że podjął współpracę w tej sprawie z odpowiednimi osobami – informuje Iwona Liszczyńska z wielkopolskiej policji.

____________________________________________________________________

11.XI.2017

____________________________________________________________________

http://srem.naszemiasto.pl/artykul/srem-pyszaca-ewa-zgrabczynska-przekonuje-ze-strony-gminy-to,4307040,art,t,id,tm.html

Kilka dni temu nastąpiła szybka zmiana organizacji opiekującej się pozostałymi w Pyszącej zwierzętami. Do tej pory zajmowało się tym poznańskie zoo, jednak burmistrz Śremu postanowił nie przedłużać z nim umowy.

Sprawa ta budzi wiele kontrowersji, ponieważ Ewa Zgrabczyńska na łamach jednej z poznańskich gazet zarzuciła Adamowi Lewandowskiemu nie opłacenie jednej faktury za ewakuację, kwarantannę i opiekę weterynaryjną nad zwierzętami. Opiewa ona na kwotę 60 tys. zł. Dodała także, gmina uchylała się od uiszczania należności w wysokości 11 tys. zł za każdy miesiąc wyżywiania zwierząt, które zostały przetransportowane i przebywają obecnie w poznańskim zoo.

– Faktura dotyczyła dodatkowych prac jakie zoo wykonało przy pozostających w byłej hodowli zwierzętach. Prawnie gmina nie jest zobowiązana aby uiszczać wskazaną należność – komentował sprawę burmistrz Śremu. – Gmina sumiennie wywiązuje się z ustawowego obowiązku opieki nad pozostałymi w byłej hodowli zwierzętami, na co jak do tej pory przeznaczyliśmy 252 tys. zł – kontynuował wypowiedź Adam Lewandowski. Przekonywał także, że samorząd robi co może by zapewnić drapieżnikom godne bytowanie. Skrajnie innego zdania jest dyrektorka poznańskiego zoo.

(…)

– Jesteśmy w posiadaniu dowodów zdjęciowych, że tygrysy przebywają w katastrofalnych warunkach – przekonywała Ewa Zgrabczyńska. – Według mojej oceny, zachowanie gminy wobec zwierząt zakrawa bardziej na znęcanie się nad nimi, niż na opiekę – skwitowała dyrektor poznańskiego zoo. Bardzo zdziwiła ją także monstrualna kwota jaką gmina wydała do tej pory na wyżywienie zwierząt: poznańskie zoo za opiekę pobierało bowiem „tylko” 7 tys. zł miesięcznie

(…)

– Problem pozostałych w Pyszącej drapieżników można było rozwiązać w dwa tygodnie. Do byłej hodowli przyjechali „adwokaci zwierząt” z Holandii, którzy chcieli wywieźć je stamtąd i zapewnić fachową opiekę w profesjonalnym ośrodku – mówiła Ewa Zgrabczyńska.

– Powiatowy lekarz weterynarii nie wydał tygrysom odpowiednich świadectw, przez co nie mogły być one przewiezione za granicę – mówiła dyrektorka poznańskiego zoo. – Jest to o tyle dziwne, że gdy pojawiła się okazja do przeniesienia pum do Czech i Hiszpanii nie widział on żadnych przeciwwskazań – kontynuowała Ewa Zgrabczyńska.

____________________________________________________________________

29.I.2018

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22957233,tygrys-z-hodowli-zamknietej-przez-policje-nie-doczekal-ewakuacji.html

Nie żyje jeden z czterech tygrysów, które pozostały w nielegalnej hodowli pod Śremem, zamkniętej pół roku temu przez policję. Sekcja wykazała, że chorował i nie jadł. Są wątpliwości, czy miał właściwą opiekę

(…)

Od listopada tygrysami i lampartem mieli zajmować się pracownicy prywatnego zoo z Dolnego Śląska. Wynajął ich burmistrz Śremu. Przyjeżdżali karmić zwierzęta, nadal wpuszczali ich policjanci.

W ostatnią niedzielę do Ewy Zgrabczyńskiej, dyrektorki poznańskiego zoo, zadzwoniła prokurator Magdalena Kopras, która prowadzi śledztwo w sprawie hodowli. – Poinformowała mnie, że jeden z tygrysów nie żyje. Poprosiła o przeprowadzenie sekcji zwłok – relacjonuje Zgrabczyńska.

Pracownicy zoo pojechali pod Śrem. – Okazało się, że warunki tam są jeszcze gorsze niż były, gdy opuszczaliśmy hodowlę. Nie ma prądu ani bieżącej wody. W workach leży zgniłe, zielone mięso – mówi Zgrabczyńska.

Martwa tygrysica leżała w zamkniętym pomieszczeniu, pozostałe tygrysy były na wybiegu. Weterynarz z poznańskiego zoo przeprowadził sekcję, ale prokuratura nie pozwoliła Zgrabczyńskiej na poinformowanie nas o wynikach.

(…)

Zgrabczyńska mówi nam, że gdyby zwierzę było leczone i było pod stałą opieką, to mogłoby przeżyć: – Takie zapalenie samo w sobie nie jest śmiertelne. Moim zdaniem opieka nad zwierzętami, które zostały w hodowli, nie jest właściwa. W kiepskiej kondycji jest kolejny tygrys.

Zastrzeżeń ma więcej. – Dowiedziałam się, że pracownicy prywatnego zoo podnajęli do karmienia zwierząt kobietę, która wcześniej pracowała w tej nielegalnej hodowli i występuje w sprawie jako świadek. To nie do pomyślenia – dodaje Zgrabczyńska.

(…)

Nie wiadomo, jak długo pozostałe tygrysy i lampart pozostaną pod Śremem. Ewa Zgrabczyńska już kilka tygodni temu znalazła dla nich schronienie w ośrodku na Słowacji. Ale żeby mogły wyjechać z Polski, zgodę musi wydać inspekcja weterynaryjna i ministerstwa środowiska obu krajów. Załatwianie formalności się przeciąga.

____________________________________________________________________

1.II.2018

____________________________________________________________________

http://www.tydzien.net.pl/asp/_drukuj.asp?typ=13&sub=0&subsub=0&menu=177&artykul=9255&akcja=artykul

W Pyszącej w hodowli Okapi do soboty pozostawały trzy tygrysy oraz jeden lampart. Niestety jeden z kotów zdechł. W niedziele martwe zwierzę odkrył pracownik Zoo Łączna, które na zlecenie śremskiego magistratu sprawuje pieczę nad pozostawionymi w Pyszącej zwierzętami. Drapieżnemu kotu prawdopodobnie coś dolegało.

Następnego dnia, a więc w poniedziałek przeprowadzona została sekcja zwłok tygrysa, którą wykonały osoby wskazane przez Zoo Poznań. Badanie pośmiertne odbyło się w warunkach skandalicznych. – Wyobrażałem sobie to inaczej. Byłem zdziwiony, że sekcja odbywała się w takich warunkach na świeżym powietrzu – opowiada wiceburmistrz Śremu, który był obecny przy autopsji kota

(…)

Burmistrz (wice – przyp. mój) nie uważa się za specjalistę, ale w jego ocenie dziwnym było to, że sekcję zwierzęcia przeprowadzono za pomocą narzędzi takich, jak zwykły nóż, a nie specjalistyczne przyrządy weterynaryjne.

____________________________________________________________________

5.II.2018

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,22973269,spor-po-smierci-tygrysa-w-hodowli-pilnowanej-przez-policje.html

Władze Śremu zaprzeczają, by tygrys z zamkniętej przez policję nielegalnej hodowli padł z głodu. – Pracownicy poznańskiego zoo nie zdążyli zobaczyć ciała, a już mieli tezę – twierdzi wiceburmistrz.

(…)

W raporcie przekazanym do prokuratury stwierdził, że tygrys miał zapalenie macicy, ale padł z głodu, w żołądku nie było śladów pokarmu, zwierzę nie miało też tkanki tłuszczowej pod skórą. Według Ewy Zgrabczyńskiej, dyrektorki poznańskiego zoo, tygrysy i lampart nie mają właściwej opieki.

Za utrzymanie zwierząt z zamkniętej hodowli płacą władze Śremu. Wiceburmistrz Bartosz Żeleźny odpiera zarzuty Zgrabczyńskiej. – Byłem przy sekcji tygrysa. Pracownicy poznańskiego zoo nie zdążyli zobaczyć jego ciała, a już mieli tezę, mówiąc, że zwierzę zagłodzono. Trochę nas to zaskoczyło – mówi nam Żeleźny. I dodaje: – To prawda, że żołądek był pusty, ale w jelitach znajdował się kał. Nie jestem specjalistą, ale zapoznawałem się z opiniami weterynarzy. I wynika z nich, że tygrys nie jadł przez najwyżej 3-4 dni. To nie mogło spowodować jego śmierci.

– Sekcja odbyła się w poniedziałek, ale nasi pracownicy byli już na miejscu w niedzielę wieczorem. Weszli na teren hodowli w asyście policji. Martwy tygrys leżał w odchodach w zamkniętym pomieszczeniu. Nasi pracownicy nie mogli przeprowadzić sekcji w nocy, bo okazało się, że nie ma prądu, ogrzewania i wody. Widzieli jednak, że zwierzę było skrajnie wychudzone. Wrócili następnego dnia, a sekcja tylko potwierdziła ich przypuszczenia – odpowiada Ewa Zgrabczyńska. I dodaje: – Niemożliwe, by po 3-4 dniach głodówki zwierzę było tak wychudzone.

Ale wiceburmistrz ma też zastrzeżenia do sposobu przeprowadzenia sekcji tygrysa. Bo odbyła się na terenie hodowli, tygrysa położono na worku, a do rozcięcia ciała wykorzystano zwykły nóż. Źeleźny mówił o tym dziennikarzowi „Tygodnika Ziemi Śremskiej”. Artykuł opatrzono tytułem: „Sekcja została przeprowadzona w skandalicznych warunkach”.

Zgrabczyńska: – To nie była operacja na żywym zwierzęciu, która wymagałaby sterylnych warunków, tylko sekcja. Można przeprowadzić ją w warunkach terenowych, tym bardziej że nie wiedzieliśmy, czy przyczyną śmierci nie była jakaś choroba zakaźna. Czy ktoś wyobraża sobie, że mielibyśmy przywieźć chore zwierzę na sekcję do zoo?

Pytamy wiceburmistrza, co zatem mogło być przyczyną śmierci, jeśli nie zagłodzenie? – Możliwe, że schorzenie nerek, to częsta przypadłość u tygrysów. W tym kierunku w ubiegły piątek podano antybiotyk. Możliwe też, że wpływ mogły mieć zmiany w macicy, o których mówił lekarz z poznańskiego zoo – odpowiada Żeleźny.

(…)

Jej zdaniem (Zgrabczyńskiej – przyp.mój) krytyczny artykuł w lokalnym tygodniku oraz zarzuty wiceburmistrza to „próba odwracania uwagi od sedna sprawy”. – Trzeba pamiętać, że tych problemów nie byłoby, gdyby nie nielegalna hodowla, która przez lata działała bezkarnie. Wiedziała o tym cała miejscowa społeczność łącznie z władzami Śremu. Nikt nie reagował – mówi Zgrabczyńska.

____________________________________________________________________

6.IV.2018

____________________________________________________________________

https://www.tvn24.pl/poznan,43/wlasciciel-hodowli-egzotycznych-zwierzat-w-pyszacej-z-zarzutami,827635.html

Zarzut znęcania się nad zwierzętami usłyszał Maciej M., właściciel hodowli egzotycznych zwierząt w Pyszącej koło Śremu (woj. wielkopolskie). W ubiegłym roku na terenie hodowli policja znalazła około 300 dzikich zwierząt – miedzy innymi tygrysów i antylop – przetrzymywanych w brudzie i ciasnocie.
O postawieniu mężczyźnie zarzutów poinformowała w piątek prokurator Magdalena Kopras z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu. Maciej M. usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami. – W trakcie przesłuchania mężczyzna nie przyznał się do winy i odmówił złożenia wyjaśnień – przekazała prokurator.
(…)
Jak dodała (aktywistka Viva – przyp.mój), lista nieprawidłowości w sprawowaniu opieki i przetrzymaniu zwierząt jest bardzo długa, a same protokoły kontroli hodowli zostały zawarte na 170 stronach.
(…)
Część ewakuowanych z hodowli zwierząt trafiła do polskich ogrodów zoologicznych: w Poznaniu, Warszawie, Bydgoszczy i Chorzowie. Pozostałe, głównie małpy i duże koty, przyjęły europejskie azyle dla dzikich zwierząt. Ostatnie zwierzęta – trzy tygrysy i lampart – zostały w czwartek ewakuowane z Pyszącej do azylu dla dzikich zwierząt na Słowacji.
Pełnomocniczka fundacji „Viva!” mec. Katarzyna Topczewska podkreśliła w piątek, że wobec Macieja M. trwa także śledztwo dotyczące posiadania zwierząt gatunków chronionych bez odpowiednich dokumentów i analizowane są inne wątki tej sprawy. Jak mówiła, w sprawie bulwersuje także to, że „ów cyrk, który de facto nigdy cyrkiem nie był, ale nielegalną hodowlą dzikich i niebezpiecznych zwierząt, podlegał nadzorowi Powiatowego Lekarza Weterynarii, który nie miał zastrzeżeń do formy prowadzenia działalności, stanowiącej obejście obowiązującego prawa”.
– W mojej ocenie, prokuratura powinna wszcząć także postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, który jest funkcjonariuszem publicznym – dodała Topczewska.

____________________________________________________________________

9.IV.2018

____________________________________________________________________

http://srem.naszemiasto.pl/artykul/srem-pyszaca-w-bylej-hodowli-nie-ma-juz-zadnych-dzikich,4600956,art,t,id,tm.html

Pod koniec zeszłego tygodnia byłą hodowlę zwierząt w Pyszącej opuściły ostatnie pozostające tam dzikie zwierzęta: dwa tygrysy oraz lampart. Dzikie koty znalazły swój nowy dom w ośrodku Malkia Park na Słowacji.

(…)

____________________________________________________________________

4.V.2018

____________________________________________________________________

http://www.codziennypoznan.pl/artykul/2018-05-04/nowy-wybieg-w-poznanskim-zoo-dla-tygrysow-z-nielegalnej-hodowli-w-pyszacej

Tygrysy z nielegalnej hodowli w Pyszącej, niedaleko Śremu, mają juz nowy wybieg w poznańskim zoo.

(…)

W środę, 2 maja, bracia Soka i Gideon, dwa tygrysy z nielegalnej hodowli, zostały przetransportowane na nowy, przygotowany specjalnie dla nich wybieg w Zoo Poznań.

____________________________________________________________________

15.V.2018

____________________________________________________________________

http://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,23370034,hodowal-dzikie-zwierzeta-pod-przykrywka-cyrku-teraz-wynajal.html

____________________________________________________________________

Właściciel zamkniętej przez policję hodowli dzikich zwierząt przechodzi do kontrataku. Zarzuca spisek poznańskiemu zoo i fundacji Viva!. Sugeruje nawet, że policjanci pilnujący jego hodowli zostawili po sobie butelki po alkoholu

(…)

W Polsce takie zwierzęta (niebezpieczne – przyp.mój) mogą mieć tylko ogrody zoologiczne, placówki naukowo-badawcze i właśnie cyrki. Dlatego też właściciel hodowli Maciej Maciejewski (zgadza się na publikację nazwiska) działał pod przykrywką cyrku. Policja zamknęła hodowlę, a zwierzęta ewakuowano.

Niedawno prokuratura postawiła właścicielowi zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Nie przyznał się do winy. Śledztwo nadal się toczy. Policja sprawdza m.in. pochodzenie i legalność zwierząt.

Maciejewski nie chciał publicznie odnosić się do zarzutów. Ostatnio przeszedł jednak do kontrataku. Wynajął warszawską agencję PR, która rozesłała do mediów informację prasową o fatalnym stanie, w jakim znajduje się teren hodowli. Policja niedawno zwróciła go właścicielowi, po zakończeniu ewakuacji ostatnich zwierząt.

(…)

Specjaliści od PR przedstawili swojego klienta jako ofiarę. Maciejewski dzielił się swoim rozżaleniem, ale nie odpowiadał na najważniejsze pytania w tej sprawie. Postanowiliśmy je zadać. Odpowiedź przyszła po ponad dwóch tygodniach.

Maciej Maciejewski przekonuje, że miejscowy lekarz weterynarii nigdy nie kwestionował zarejestrowania hodowli jako cyrku. Uważa też, że jego cyrk nie musi dawać pokazów wędrownych, by był prawdziwym cyrkiem, choć taką właśnie definicję wprowadza rozporządzenie Komisji Europejskiej. Maciejewski zapewnia, że urządzał pokazy, ale na terenie swojej hodowli, dla zaproszonych gości.

(…)

W odpowiedzi na nasze pytania Maciejewski potwierdza, że z jego hodowli uciekały wcześniej zwierzęta, o czym opowiadali nam mieszkańcy. Zrzuca jednak winę na swojego byłego pracownika, sugerując, że akcja policji była jego zemstą.

Właściciel hodowli potwierdza również, że rozmnażał i sprzedawał zwierzęta. „Nie widzę w tym niczego niestosownego, z mojej praktyki wynika, że jeżeli ktoś musiał wydać określoną sumę, lepiej zajmuje się zwierzęciem” – pisze Maciejewski, zapewniając, że „stawki nie były wygórowane”, a hodowli nie prowadził dla zysku. Podaje przykład drogich w utrzymaniu tygrysów: dwa młode osobniki chciał ponoć oddać nawet za darmo, ale nikt ich nie chciał.

– Sprzedaż gatunków chronionych jest zabroniona. Jeśli właściciel choćby za drobną opłatą sprzedawał chronione gatunki, złamał prawo – odpowiada Anna Plaszczyk z fundacji Viva!.

(…)

Właściciel hodowli przekonuje też, że „organy ścigania od samego początku nie były zainteresowane obiektywnym wyjaśnieniem sprawy”. „Będę więc bronił się, gdy sprawa trafi do sądu, który – mam nadzieję – spojrzy na nią obiektywnie” – pisze Maciejewski.

Jak tłumaczy, postanowił zabrać głos, by jego wersja przebiła się do opinii publicznej. Uważa, że przez ostatnie miesiące fundacja Viva! oczerniała go, a ponadto miała wpływ na wybór biegłych przez prokuraturę.

– W tej i każdej innej sprawie opieramy się na faktach, zebranych dowodach, przepisach prawa. Właściciel ma już zarzuty znęcania się nad zwierzętami, co dowodzi, że mieliśmy rację, mówiąc o skandalicznych warunkach w hodowli. Biegłych wybiera natomiast prokuratura – odpowiada Anna Plaszczyk.”

 

(wpis oryginalnie został opublikowany 11 dnia lipca 2017 z późniejszymi aktualizacjami na moim starym blogu pod adresem: http://animalus.blog.pl/2017/07/11/o-hodowli-pod-sremem-podsumowanie-informacji/  )

Podobne wpisy

Turyści w Kenii mogą przyczyniać się do wymierania gepardów
Interwencja w „hodowli” papug
Znalazłem dzikiego ptaka – co zrobić?
Szczury w obronie nosorożców

Dodaj komentarz