30
Lip
2016
4

3. Dłuższa droga

Zakładając sobie mentalnie, że na wiosnę 2015 opuszczam ten kraj sporo rzeczy stało się prostszych. Blog nabierał rumieńców i pozytywnie podbijał mi ego, a w trakcie rozmów z CIWY i grzebaniem w temacie dostałem się na wolontariat do łódzkiego Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt. Życie stawało się dobre. W ORDZ w przeciwieństwie do schroniska czy ZOO miałem wrażenie, że to co robię ma sens. Zwierzęta które tam przyjmowano zostawały przywrócone na wolność jeśli mogły sobie na wolnosci poradzić. Uczucie gdy przywożą ci zdezelowanego jeża po wypadku, a po miesiącu go wypuszczasz w świetnym stanie jest uczuciem, którego nie zazna się w miejscu bazujacym na trzymaniu zwierząt w niewoli. Jeśli do tego jeździsz na interwencje i przyjmujesz zwierzaki które przywożą służby porządkowe (jak Straż Miejska), i nagle wszyscy zaczynają traktować Cię jak poważnego człowieka który wie więcej od nich – shit… Nie ma nic lepszego na zaleczenie kompleksów wynikłych z dziwnie nieudanych, poprzednich 10 lat.

View post on imgur.com

View post on imgur.com

View post on imgur.com

 

Siedząc w tym ośrodku uświadomiłem sobie także, jak bardzo jest to ciekawe dla osób spoza tej branży. I jak bardzo osoby siedzące w niej sobie tego nie uświadamiają. Jeśli zajmujesz się ratowaniem dzikich zwierząt przez X lat, to łatwo do tego przywyknąć i zapomnieć, jak bardzo jest to egzotyczne. Gdy przywieźli nam któregoś dnia ledwo żywą kunę, którą trzeba było poddać narkozie, i mając 15 minut póki się wybudzi rozłożyć na stole, w 4 osoby zrobić jej remont jak na wyścigach F1 (z zegarkiem w ręku połatać, usunąć z ciała jaja i larwy much etc), to biorąc w tym udział uświadomiłem sobie, że nagrywanie czegoś takie i puszczenie w szerszy eter miałoby długie ręce i nogi. I te nogi mialyby gigantyczną gługość. Któregoś dnia po prostu wziąłem kamerę i zacząłem to robić – dla testów, żeby zobaczyć jak ludzie zareagują na film o sroce czy sarnie. I jeśli zareagują na lokalną faunę, to jak mogą zareagować na takie filmy z boliwisjkiej dżungli, gdzie głównymi aktorami będą pumy i jaguary? Tak powstało 9 filmów „demo” z łódzkiego ORDZu- i uznałem, że wrzucę je w sieć żeby zobaczyć jaki będzie oddźwięk. Jeśli żaden – nie ma sensu robić tego w Boliwii. Jeśli jakkolwiek pozytywny – fuck yeah. Po publikacji dwóch dwóch takich filmów, zszokowany zobaczyłem je razem na największym polskim serwisie będącym agreagatem linków, czyli polegającym na tym, że to użytkownicy decydują co będzie wisiało na głównej stronie.

 

View post on imgur.com

Boom. Do mojego mózgu poszedł bardzo prosty sygnał – da się to oglądać, a przyszłośc pokaże co się stanie gdy zacznę publikować materiały z lasu deszczowego, w ośrodku z dużymi kotami. W Internecie materiałów filmowych z tego miejsca było bardzo mało, a jeśli chodzi o polaków, to z wygooglanych informacji wynikało, że do tej pory było tam tylko dwóch (para) i tylko na 2 tygodnie. Wizja miejsca tak egzotycznego i tak nieznanego w tym kraju, skąd materiał w postaci filmów (i notek) może się okazać podszytym edukacją hitem, tylko podsyciła mój zapał względem tego miejsca.

Była jesień 2014 i w ośrodku dla dzikusów w Łodzi skończył się sezon, zwierzęta przebywające tam można było policzyć na palcach jednej ręki i krótko mówiąc – nie było co robić. Do tego ośrodek ten jest pod tym samym zarządem co łódzkie ZOO, a jeśli zadałeś sobie trud i wygooglałeś moją historię związaną z tym miejscem, to nietrudno zgadnąć, że przyszedł czas na rozstanie z ORDZem. Nie było to trudne – w końcu na wiosnę, czyli za 4 miesiące, założyłem sobie wyjazd będący przecięciem sznurków z tą rzeczywistością. Wkrótce jednak przyszło otrzeźwienie, które zaowocowało modyfikacją planu i przesunięciem go na rok następny.

Pierwszy wpis: klik

Leave a Reply