21. Sobota

Budzę się w połowie na łóżku. Moskitiera niezabezpieczona, jakby coś mnie chciało pożreć, to nie miałoby problemu. Patrzę na zegarek, 13. Wow. Po wyjściu z sypialni przysysam się do kranu, o dziwo kac jest mniejszy niż można się było spodziewać. Ok, czas na faję i ogarnięcie, co się stało – ciąg zdarzeń urwał mi się … Czytaj dalej 21. Sobota