17
Lis
2016
1

18. Ostronosy

Sarah już ogarnęła ptaki – zjawiam się w momencie w którym przygotowuje jedzenie dla ostronosów. Opowiada mi o obozie gdy przygotowujemy jedzenie – jak się okazuje, jest częścią grupy która przyjechała tu w ramach wyjazdu zorganizowanego. Nazwałbym ich studentami, ale to ludzie świeżo po maturach, i chyba najbliższe prawdy byłoby określenie „obóz dla młodzieży” (mimo, że 18-19 lat), z różnymi tego konsekwencjami – m.in. taką, że jak później zauważę, część z nich sprawia wrażenie jakby nie do końca wiedziała co robi przyjeżdżając tutaj. Jeden z nich np. panicznie bał się owadów i pajęczaków, i chyba nie ma gorszego miejsca na świecie niż dżungla Ameryki Pd dla kogoś z taką fobią. Inna dziewczyna z kolei bała się ciemności, i, biorąc pod uwagę , że ciemno robi się tu o 19, zawsze musiał jej ktoś towarzyszyć gdy np. musiała iść za potrzebą. Jest ich ośmiu i będę miał później wrażenie, że może dla około połowy przyjazd tu był w pełni zamierzonym i świadomym wyborem, jedną z tych osób była właśnie Sarah.

Bierzemy jedzenie w miskach, część zawinięta w platonki od jajek które rozwiesimy na gałęziach w klatce, idziemy do części ostronosów. Wchodzimy w coś… na kształt dżungli i jestem trochę zawiedziony. Obóz sam w sobie wygląda jak w niezbyt gęstym lesie, teraz z kolei przez ok 50-60 metrów idziemy ścieżką przez ścianę zieleni w postaci roślin „patuju”. Przypominają bananowce i rosną wszędzie dookoła – jak wygooglam później, roślina ta nazywa się helikonia dziobata i „jest wszędzie” oznacza prawie dosłownie wszędzie, czyli jest rośliną narodową w Boliwii i znajduje się nawet na ichnich monetach. Gąszcz tych roślin nie wygląda jednak jak dżungla – dziele się z Sarą swoim lekkim zawodem i dowiaduje się, że prawdziwa dżungla-dżungla zaczyna się 200-300 metrów od obozu i zobaczę ją jak już przydzielą mi koty. Ok, może być taki układ.

Docieramy do ostronosów – w tej części znajduje się klatka ostronosa o imieniu Beeper i trójki młodych które nie mają imion, bo przeznaczone są do wypuszczenia, a które miesiąc temu przywiozła policja. Beeper na nasz widok, czy raczej widok misek, wpada w pocieszny szał. Zaczyna biegać w klatce tak szybko, że ciężko nadążyć wzrokiem. Wpuszczamy go do małej klateczki przybudowanej do dużej, zamykamy, wchodzimy do środka i rozkładamy muszle i platonki z jedzeniem. Po wypuszczeniu Beeper zajmuje się szukaniem ich, i nie sprawia mu to problemu – ostronosy nie tylko mają bardzo czuły węch, ale też liczba zakamarków w klatce gdzie można ukryć mu jedzenie jest niewielka, dobrze wie, gdzie ich szukać.

Młodym, które w obozie nazywane są po prostu „Ninos” (dzieci) jedzenia się nie ukrywa, szybko odkrywam czemu. Sarah daje mi miskę i mówi, że nie mogę pozwolić im dostać się do miski póki nie postawię jej na ziemi. Mmm, ok. Wchodzę do klatki z miską, młode błyskawicznie wspinają się po mnie i próbują wejść do miski, jeden wchodzi mi na głowę, drugi z trzecim zaczynają ze sobą walczyć i popiskiwać siedząc na mnie, staram się trzymać miskę poza ich zasięgiem przez co wiruję w miejscu z wyciągnięta ręką – dyskobol będąc pokryty małymi ostronosami. Po kilku sekundach ostronosy lądują w misce a Sarah wybucha śmiechem, „to żart dla nowych wolontariuszy, niewykonalne jest powstrzymanie ich przed wejściem do tej miski”. Małe ostronosy są urocze, coś jak minisurykatki, zażyłość z nimi jest jednak zabroniona – wejść, dać jeść, sprzątnąć i wyjść, ignorując je. Jeśli za bardzo przyzwyczają się do człowieka, to wypuszczenie ich będzie problematyczne i może się skończyć jak z Tianjim – wrócą i będą żyć w obozie terroryzując wolontariuszy.

Stojąc i patrząc na jedzące młode Sarah pyta, czy Rhi opowiadała mi o Tianjim. „Jasne, ostrzegała mnie, że Tianji to mały potwór”. Sarah pyta, czy chcę zobaczyć jego całkowite przeciwieństwo. Wszystko już zrobione, mówi, ale możemy iść wyprowadzić Andżelę. Huh? W sensie, wyprowadzić ostronosa? „Tak, na smyczy”. Czad! Idziemy kilkadziesiąt metrów do innej klatki – mimo, że nie mamy misek, ostronos w środku dostaje świra jak Beeper na widok jedzenia. „Andżela zachowuje się trochę jak pies”, opowiada Sarah, zaraz zobaczę sam, że nie jest to dalekie od prawdy. Wchodzimy do klatki, Sarah siada na ziemi, Andżela wskakuje jej na kolana i zaczyna lizać po twarzy. „Siadaj”, mówi Sarah. Andżela wskakuje na mnie, robi to samo, po czym układa się na kolanach, leży liżąc mi rękę i cicho popiskuje. Wow! „W porównaniu do Tianjiego to jak Yin i Yang, zupełne przeciwieństwa”, opowiada Sarah. Ciężko mi sobie wyobrazić możliwości Tianjiego jeśli to jest jego przeciwieństwo, ale jak zobaczę w następnych tygodniach, porównanie jest absolutną prawdą.

Zapinamy Andżeli małą, uroczą obróżkę i idziemy na spacer. Niestety, jak dowiaduję się od Sary, jeszcze kilka lat temu obóz działał trochę po omacku, i stąd Andżela była rozpieszczana – teraz bez człowieka może i by sobie poradziła w dżungli, ale ciężko znaleźć na tyle oddalone miejsce, żeby Andżela w poszukiwaniu kontaktu z człowiekiem nie skończyła w pierwszej lepszej wiosce, gdzie albo by ją zabili albo przywiązali sznurkiem do chaty w ramach maskotki. Stąd resztę życia spędzi w niewoli, była jednak lekcją dzięki której „nowe” ostronosy są umieszczane z dala od ludzi i kontakt z nimi jest zabroniony – dzięki temu wypuszczenie ich na wolność ma szanse na powodzenie.

Spacerujemy tak z pół godziny. Uczucie jest kosmiczne, chodzę z ostronosem po smyczy po zaroślach patuju, i jeśli tak ma wyglądać przedsmak tego jak wygląda chodzenie po właściwej dżungli-dżungli z pumą, to nie mogę się doczekać niedzieli.

Pierwszy wpis: klik

Tianji:

Andżela:

Jeden z Ninos:

3 Responses

  1. Dorota

    I znow dochodzi północ, a ja nie mogę sie oderwać od lektury…. Widać juz takie to będzie to moje czytanie – nocne!

Leave a Reply